Media

Hit#2

Oskarowy ulubieniec, film pod tytułem: „The King's Speech” (w reżyserii Toma Hoppera) z 2011 roku (12 nominacji do Oskara! Otrzymał w sumie 4 nagrody), zachwyca warsztatem filmowym – to prawda. Jak i świetną obsadą: Colin Firth, Geoffrey Rush, Helena Bohnam Carter, i inni równie świetni – to też prawda. Tylko film ten pozbawiony jest jakby ciężaru. Dramat głównego bohatera, który jest pretendentem do korony (Jerzy VI), ale niestety ma wadę wymowy (co niejako zamyka mu usta przy przemówieniach publicznych), nie wywołuje współczucia. Colin Firth otrzymał Oskara za tę rolę, jednak jąkanie w jego wykonaniu jest co najmniej zaznaczone li tylko symbolicznie. On się nie jąka, tylko zacina – dosłownie. Mało tego, gdy opowiada swój dramat przyjacielowi-logopedzie (jest to scena kulminacyjna) nie ronimy ani jednej łzy, nie wzruszamy się, co najwyżej wzruszamy tylko ramionami. No i na zakończenie dostajemy ten gładki, płytki, prosty, happy end – kiedy to udaje mu się z pomocą przyjaciela przemówić do narodu bez jąkania, tzn. bez zacinania. Więc trudno wyrokować czy hit, czy też raczej kit.